piątek, 13 czerwca 2014

Serce cukierkowe czyli odwyk na całego :)

Jak większość z nas w pewnym wieku, tak i ja wylądowałam na diecie. Przez lata ignorowałam wygląd zewnętrzny, pewna że to wystarczy by wszelakie diety trzymać od siebie z dala. Na samo słowo - dieta - łapałam za kropidło i z okrzykiem na ustach - "Apage Satanas!" - odstawiałam nadprogramowy śmigus dyngus. Niestety, mój kręgosłup nadwyrężany bez umiaru od lat, znalazł sobie sojusznika, mój własny żołądek. Organ jak by nie było niezwykle użyteczny, po latach wiernej służby nagle się zbuntował i nie pomagały przemowy w stylu - "i ty Brutusie?!". Sensacje były na tyle dotkliwe, że w końcu się poddałam. Mówi się trudno, jak trzeba to trzeba, ale jaką dietę wybrać? Liczyć kalorie? Ja dyskalkul z krwi i kości, miałabym całymi dniami żyć z ołówkiem w ręku... pochichotałam z tego pomysłu cichutko pod nosem, wiedząc że ta droga szybko sprowadziłaby mnie na manowce. Na samych soczkach żyć nie będę, odpada. Wegeterianinem też nie zostanę, proszę mi wybaczyć, ale ja jednak jestem zdecydowanie wszystkożerna.
Dieta śródziemnomorska nie wypali w zimie. I tak bez końca, każdej diecie potrafiłam przypiąć łatkę... aż w końcu poszłam po rozum do głowy i zastosowałam dietę naszych matek, babek i prababek. Dieta sprawdzona, solidna i można by powiedzieć z korzeniami. Po pierwsze odstawiłam słodycze, ale nie całkowicie, bo znając siebie jakby nie było od urodzenia, wiedziałam, że całkowita izolacja od ulubionego pokarmu, zaowocuje w końcu porzuceniem diety. Odstawiłam całkowicie słodycze,  że tak powiem kupne czyli czekolady, batoniki, wafelki, cukierki itp., itd. Pozwalam sobie czasem na loda a że te są dostępne w mieście a ja mieszkam na wsi, więc to rzadka przyjemność. Czasem coś upiekę, tu ratuje mnie wrodzone lenistwo. Świadomość włożonej pracy w owo ciasto oraz straconego czasu, który mógłby być wykorzystany na robótki, skutecznie ogranicza ilość ciastowych produkcji. Jednak miałam świadomość, że to nie wystarczy...Postanowiłam wprowadzić w życie najlepszą dietę, wypróbowaną przez poprzedzające nas pokolenia ...

Ż P  czyli żryj połowę

Na początku czyli jakiś miesiąc temu przeżywałam traumę na zakupach. Przechodząc obok półek ze słodyczami miałam łzy w oczach i gulę w gardle. Oto mijałam regały zapełnione wszelakim dobrem. które nagle okazało się niedostępne dla mnie... Ręka sama się wyciągała... ale robiłam głęboki wdech i nerwowym truchcikiem mijałam zakazane tereny w marketach, odwracając głowę w drugą stronę. W myślach powtarzałam jak mantrę - pójdę do pasmanterii, pójdę do pasmanterii... Pomagało. Porcje na talerzu ograniczyłam do połowy, dosłownie. Poza tym jem wszystko. Najważniejsze, że to działa :))
A jeszcze bym zapomniała, nie ważę się ani nie mierzę. Wolałam nie ryzykować, że zacznę panikować na widok stojącej w miejscu wagi, bądź nie zmieniających się obwodów tu i ówdzie. Minęło około 5 tygodni i spodnie zrobiły się luźniejsze a mój żołądek przestał mi doskwierać. Jakie to cudowne uczucie, kiedy mija kolejny dzień i kolejna noc bez bólu. Kręgosłup jest oporniejszy i pewnie jeszcze sporo wody w rzece upłynie zanim da mi spokój, ale światełko w tunelu już widzę...
 
 Oto nowe serce, te nazwałam cukierkowym :) Powstało, kiedy byłam na "głodzie", okazało się świetnym antidotum. 







37 komentarzy:

  1. Pojde do pasmanterii, pojde do pasmanterii.... Bede sobie tez to powtarzac :) Zamiast batonika, nowy motek mulinki :) A na glodzie... haft pozwoli zapomniec o glodzie :) POzdrawiam.

    Ps. serduszko sliczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak ;) Pazerna jestem na zakupy pasmanteryjne, toteż działa u mnie bezbłędnie ten system :)
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  2. Piękne serduszko :)
    Jeśli chodzi o diety to ja też ich unikam. Zawsze lepiej jest zmienić sposób odżywiania na stałe niż katować się przez jakiś czas dietą. Kiedyś mama powiedziała mi takie powiedzenie, że powinno się śniadanie zjeść, obiadem podzielić się z przyjacielem, a kolację oddać wrogowi. A jakiś czas temu czytałam, że naukowcy doszli do takich samych wniosków. Badano osoby, które jadły tyle samo ale jedna grupa jadła większe śniadanie, a druga większą kolację. Osoby z pierwszej grupy więcej straciły na wadze.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamień z serca mi spadł, chociaż z jednym nie będę miała problemu, bo ja nigdy nie przepadałam za kolacją. Rzadko kiedy zjadam cokolwiek po 18, a kładę się spać koło 2 w nocy :)
      Tak sobie pomyślałam, że warto byłoby ułożyć listę osób, które mi brużdżą w życiu i z uporem maniaka zapraszać ich na obfite kolacyjki. Taka cicha zemsta ;)))
      Pozdrawiam gorąco :))

      Usuń
  3. A ja właśnie jestem na diecie, takiej ułożonej przez dietetyka. Jeszcze 3 kilo i zacznę stosować twój system - żeby nie wrócić do punktu wyjścia. Serce jak zwykle rewelacyjne, a ja myślałam wyszyć kawowe, a potem odkryłam kocie...;) No, ale to i tak później, bo na teraz mam zamówioną robótkę.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dietetyka rozważałam, ale odległość od miasta a co za tym idzie od lekarza skutecznie mnie zniechęciła...
      Przyznam się zawczasu, kocie też mam już na koncie, tzn. wyszyte tylko jeszcze nie zdążyłam pokazać :)
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  4. Podoba mi się ta motywacja, zamiast batonika pasmanteria. Życzę wytrwania dla zdrowotności. Serduszko cudne. :0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wsparcie, tego nigdy nie za wiele :))
      Motywacja na moją miarę skrojona a właściwie wydziergana ;)
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  5. Superaśna dieta. Ja na razie nie stosuję, ale przydały by mi się ćwiczenia na brzuch, nie ćwiczę bo kręgosłup mi dokucza i tak mam błędne koło. Twoją dietę polecę Mężowi, jemu się przyda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dieta taka swojska :) Jak boli kręgosłup, to lepiej ćwiczyć dopiero po konsultacji z lekarzem, który dobierze zestaw ćwiczeń, coby sobie czasem krzywdy jakowejś nie uczynić.
      Ja myślę, że moja dieta nie nadaje się dla mężczyzn, oni wolą dietę pt., Zjedz dwa razy tyle co możesz ;)))
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  6. Ta dieta jest najmniej bolesna:) Dobrze, że u Ciebie też odnosi skutek. Serducho śliczne. Ja wzięłam się za serce z rybami, ale... popełniłam dwa błędy- wzięłam złą kanwę i haftuję na niej podwójna nitką muliny. Zostają dziurki- mam nadzieje, że podczas prania zasnują się i w dodatku haft jest drobny. Jednak postępuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku i tak była bolesna, zwłaszcza podczas wizyt w sklepach :( ale teraz czuję się lżej i to nie tylko na ciele.
      Ja swoje serca haftuję na kanwie 14 (54 oczka na 10 cm), zakupiłam jakiś czas temu na próbę i jestem z niej bardzo zadowolona. Jest sztywna a ja bardzo takie lubię. Te rybki też mnie kuszą, bardzo jestem ciekawa efektu końcowego :)

      Usuń
    2. Nie jest najgorzej- jakoś wychodzą te rybki. moja kanwa tez jest lekko sztywna, ale nie znam numeracji- to małe kwadraciki i w3idoczne oczka. Chyba podczas prania się zaciągną i będzie gładkie. Najbardziej wkurza mnie to, że zaczęłam tylko podwójną nitką muliny i a jak potem spróbowałam potrójną, to była różnica- musiałam spruć. Dobrze wypełnia czeski kordonek Snechurka, ale mam tylko 2 kolory.

      Policzyłam teraz oczka- wychodzi na to, że ta moja kanwa tez ma 54 oczka na 10 cm.

      Usuń
    3. Moja kanwa to Tajlur, zakupiona w Coricamo. Opinie na temat tej kanwy w internecie są bardzo różne, ale ja ją sobie chwalę. Poza tym mają przestrzał kolorów i zachęcającą cenę :) Kończą mi się już zapasy :(
      Na tej kanwie haftuję dwoma nitkami, tylko serce czereśniowe było wyszywane trzema, ale jak na tą kanwę to było ciut za gęsto.Mulina to Ariadna, DMC i Madeira. Wbrew zaleceniom mieszam je dowolnie ze sobą, jak mi fantazja ułańska podpowie ;))
      A i zapomniałam napisać, że zaletą tej kanwy jest to, że po praniu i wyprasowaniu (na mokro) znowu jest sztywna :) bez żadnych dodatkowych usztywniaczy.

      Usuń
  7. Kurcze, podziwiam Cię za wytrwałość... Ja tak nie umie, jak się uprę to wytrzymam max. 2-3 tygodnie, a późnej mój zapał się gasi i ginie śmiercią naturalną. A jak tak czasem na siebie patrzę to przydało by się zrzucić te pare kilo.., no ale pożyjemy zobaczymy może i ja się w końcu ogarnę.
    Co do Twojego wyszytego serducha jest przeurocze i faktycznie tak bardzo słodkie :D Masz kobito talent nie da się ukryć :)
    No i bardzo dziekuję za miłe słowa pod albumem ;) Był dla mnie świetną zabawą kiedy go robiłam no a mina znajomych kiedy do ujrzeli jest po prostu nie do opisania.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moją wytrwałość zawdzięczam uporowi mego żołądka, który odmówił współpracy przy trawieniu takich ilości słodyczy, które pochłaniałam ;)
      Doping był na tyle przykry, że nie miałam wyboru... :)
      Twój album jest fantastyczny, więc miny znajomych były jak najbardziej uzasadnione, już wyobrażam sobie tę scenkę :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Patrząc na to śliczne cukierkowe serce, od razu mam ochotę chociażby na szklaka. Nie wiem jak to Zosiu zrobiłaś na diecie? Dla każdej z nas inne nawyki żywieniowe będą najlepsze. Organizm sam się upomina o to, co mu jest potrzebne. Mój dziadek mając 1/3 żołądka jadł głównie kluchy, nie był gruby i dożył 98 lat. U mnie sprawdza się jedzenie wszystkiego, ale często, wolno i w małych ilościach. Życzę wytrwałości !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie ma diety, która byłaby dobra dla wszystkich, Jesteśmy różni, więc i sposób odżywiania musi być indywidualny.
      Widzę, że znowu mamy z sobą coś wspólnego :) u mnie tez sprawdza się jedzenie wszystkiego tylko bardzo wolno, w małych porcjach i często :)
      Znam ludzi pochłaniających niesamowite ilości jedzenia, prowadzących siedzący tryb życia i po prostu chudych... Taki prezent od losu dostali :)

      Usuń
    2. Zapomniałam dopisać o sercu, zamiast jeść słodycze postanowiłam w chwilach głodu je haftować ;) Na razie się sprawdza...

      Usuń
  9. Znowu serducho bardzo apetyczne! Dziękuję Ci Kochana za dozę optymizmu.Gdzieś słyszałam, że częsty śmiech też sprzyja chudnięciu. Sama często się śmieję, ale żebym od tego schudła... no nie wiem. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i śmiechowo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię się pochichotać ;-D Jeśli ma to przyspieszyć proces gubienia nadprogramowych kilogramów to postaram się wyrobić 200 % normy, co ja mówię 500 % a w niedzielę i święta 1000 % ;)))
      Pozdrawiam Cię chichocząc dyskretnie :) (normę zaczynam wyrabiać od zaraz ;)

      Usuń
  10. Śliczne serducho!;) A zamiast batonika pasmanteria...jestem za!!!... Bo również jestem na diecie,diecie cud - Jem wszystko i czekam na cud;))))
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihihihi! Ja na taki cud też czekałam :-D ale miało być tak pięknie a jest jak zwykle czyli trzeba się było wziąć do roboty. Okazało się, że bardziej nie lubię chodzić do lekarzy niż lubię jeść słodycze. Wolę być na diecie i trzymać się od nich jak najdłużej z daleka :))
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  11. Serducho wspaniałe! Trzymam kciuki za wytrwałość!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Trzymaj, trzymaj na pewno się przyda... zwłaszcza jak do Ciebie zajrzę... :))))

      Usuń
  12. Dawno mnie tu nie było. Chyba za dużo dodatkowych zajęć wzięłam na siebie i na blogowanie brakło czasu.
    A u Ciebie przybyły do kolekcji nowe śliczne serduszka. Z przyjemnością przeczytałam ostatnie trzy wpisy.
    Truskawkami się nie przejmuj, moje też częściowo ślimaki opędzlowały.
    Optymizm powiadasz.... Dawniej byłam wręcz niepoprawną optymistką, teraz jest trudniej;- samopoczucie gorsze i problemów jakby więcej.
    Tą dietę " żryj połowę" kilkanaście lat temu testowałam na sobie.
    Czułam się świetnie, tyle, że po 2 miesiącach za bardzo schudłam, przestraszyłam się i wróciłam do normalnego jedzenia.
    Cukierkowe serducho zamiast prawdziwych cukierasów ;- świetny pomysł.
    Cieplutko pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to czasem bywa, że człowiek przeceni własne możliwości i obłoży się nadmiernie obowiązkami przeróżnymi. Ja Ci powiem szczerze, że ja przez większość życia byłam realistką ze skłonnością do pesymizmu i za dużo mi to nie dało a już na pewno nie uprzyjemniło mi życia. Teraz choć zdrowie coraz gorsze, jak się rano obudzę i nic mnie nie będzie bolało to się chyba wystraszę, że umarłam ;))), choć problemów coraz więcej, to właśnie na przekór wszystkiemu postanowiłam zostać optymistką. Jak człowiek nie ma wrodzonych skłonności ku temu, to wcale nie jest lekko, ale jednak da się być optymistą na przekór wszystkiemu :)
      Ja Ci powiem jedno jak ja bym miała taką figurę jak Ty, to żadne diety by mnie nie interesowały ;)
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  13. Zosiu, zeby Cie jakos wspomoc duchowo, to powiem, ze jestem na tej samej diecie, tylko troche dluzej i wszystkie portki gubie.Czyli dziala!
    Jem swoje ciasta, zadnych kupnych, czekolady nie mialam w ustach od miesiecy.
    I juz mnie nie ciagnoe, choc poczatki , byly trudne.
    Serducho-cukierkowo-piekne. Sciskam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje porcięta, też już luźniejsze się zrobiły :))) jeszcze ich nie gubię, ale efekt jest widoczny i w końcu przestał mi doskwierać żołądek. Czuję się jak król życia, choć tak jak napisałaś na początku było... było po prostu straaasznie!
      Tylko pasmanteria mnie ratowała i haftowanie słodkości :) Haftowałam je tak na przekór sobie i całemu wszechświatowi ;)
      Postawiłam na domowe wytwory, obawiając się, że te kupne jednak tak zupełnie bezpieczne nie są.
      Ściskam mocno!

      Usuń
  14. A więc jesteśmy w tym samycm klubie Zosiu! Ja też zaprzestałąm już ważenia sie, żeby sie nie stresować, natomiast po ciuchach widze, że jest mnie trochę mniej, co bardzo cieszy. Takze kręgosłup mniej boli. Warto sie poświecic i zrobic coś dla swojego zdrowia, no i dla lepszego wyglądu. A jak to podbudowuje psychicznie! Człowiek zaczyna w koncu w siebie wierzyć. A ta wiara pociaga za sobą codzienne, malutkie sukcesy.
    Trzymam kciuki za Ciebie i siebie! Oby trwać w szczytnych postanowieniach jak najdłużej i oby zdrowie było coraz lepsze!
    Ściskam serdecznie Zosiu!:-))***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wypadałoby założyć taki klub :) Ważenia czy też mierzenia bałam się jak ognia, wiem jak to jest wcześniej czy później człowiek wpada w obsesję i czyni te pomiary po kilka razy dziennie.
      Olgo wierzę w Ciebie i w siebie, uda się na pewno! Popatrz komentarz wyżej, u Katarzyny też działa :))
      Zgadzam się z Tobą, że wyglądu nie należy lekceważyć,ale zdrowie jest dopingiem ostatecznym i dla niego naprawdę warto się wysilić.
      Trzymam kciuki razem z Tobą:)
      Ściskam mocno i buziaki ślę!

      Usuń
  15. jeśli w taki sposób mają działać diety,to rzeczywiście można je określać jako diety-cud;-)piękne serce i gratuluję determinacji.
    pozdrawiam
    lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Determinację to miał mój żołądek ;)
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  16. Piekne serduszko , oj cala seria świetna ! Mi jak chec na slodycze przyjdzie to mandarynki jem . W marketach jak patrze na slodycze to apetyt trace , chyba sie naczytalam za duzo co w nich jest . Kregoslup mnie bolal ale po zmianie diety , zadnych smazonych , ostrych przypraw i grila okazalo sie , ze to bolesci promieniowaly z innego miejsca . Od roku po zmianie diety bule ustapily kregoslupa , choc zmiany mam . Pare kilo mozecie mi podeslac , bo brakuje mi teraz wagi . No mandarynki lubie . Pozdrawiam serdecznie i nie ma co sie za bardzo waga przejmowac :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, ja też poczytałam o zawartości kupnych słodyczy, przyznaję, że zniechęciło mnie to dość skutecznie, choć i tak na początku było strasznie ciężko przejść obok i nic nie wrzucić do koszyka... teraz już mijam je bez żalu. Wolę iść do pasmanterii :)
      Wagą się nie przejmuję ale swoim zdrowiem trochę tak :)
      Pozdrawiam gorąco :)))

      Usuń
  17. Olá...
    Belíssimo!
    Sou fã dos seus bordados.
    Amei as cores.
    Parabéns, beijo
    Ivete

    *

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doces doces, como eles não gostam? :))
      Smiley!

      Usuń