piątek, 4 grudnia 2015

Szydełkowanie czyli choinki w natarciu ;)

Zosieńka nucąc pod nosem, nalewała wodę do czajnika. "Wiedziałam, wiedziałam..." - śpiewała, nasypując herbatę do pękatego imbryczka. Po chwili herbata się już parzyła, a ona stała w oknie obserwując bijące się wróble. Ptaszyny toczyły na pozór bezsensowne bijatyki, choć ziarna w karmniku był dostatek. Sielankę przerwał sokół, który niczym kamień spadł w sam środek szarej gromadki. Porwawszy zdobycz znikł jeszcze szybciej niż się pojawił. Zapowietrzona z wrażenia Zosieńka, stała niczym rażona piorunem. Wszystko stało się tak szybko, że nie wiedziała czy to co widziała rzeczywistością było czy li tylko jej fantazją. Potrząsnęła głową i pomyślała, że przyroda rządzi się swoimi prawami. Słabszy ginie, silniejszy przeżywa. Zaniosła herbatkę do pokoju i postanowiła przeczytać jeszcze raz tekst, który wprawił ją w dobry humor...

"Szydełkowanie określane jest mianem jogi dla mózgu. Wpływa na aktywację obszarów mózgu, które są odpowiedzialne za odczuwanie spokoju. Takie hobby sprzyja łagodzeniu stresów, uspokaja, podnosi kreatywność. jest to zajęcie, które pozwala się zrelaksować, wycisza umysł i jest swego rodzaju sposobem medytacji. Sam Albert Einstein mówił, że w celu oczyszczenia umysłu i wyciszenia sięgał po robótki ręczne.
Szydełkowanie podobnie jak medytacja, to sekwencja tych samych czynności, które powtarzamy. Koncentrowanie się na nich pozwala uspokoić myśli i prowadzi do wyciszenia."
dr Jenny Whiting - University of Sydney

Zosieńka z zadowoleniem przeczytała kolejny raz słowa, które niczym balsam spływały na jej duszę. Jakby nie patrzeć dzieliła to samo hobby z nie byle kim, ale z samym Einsteinem. Wprawdzie dotąd wychodziła z założenia, że Ameryki nie odkryje ani prochu nie wymyśli, jednak teraz niespodziewanie ujrzała światełko w tunelu. Kto wie, może dziergając kolejnego szydełkowca odkryje jakowąś teoryję, która wpłynie na losy świata... I znów Zosieńka ujrzała oczyma wyobraźni, czerwony dywan, błysk fleszy i takie tam inne , co to towarzyszą sławnym ludziom. Wysączyła z filiżanki ostatnią kropelkę herbaty i z zapałem godnym neofity, chwyciła za szydełko. Dziergała i dziergała, dopóki nie skończyła się jej biała nitka. Nie zraziwszy się niespodziewanymi trudnościami, zrobiła kipisz w przydasiowie. Po chwili z viktorią na ustach, poczęła dziergać z zielonej nitki...












36 komentarzy:

  1. Zosieńka w takim transie to wyrobi wszystkie nici. Śliczne są te choineczki. Moja już stoi w salonie i cieszy oko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówi się trudno ;) Spokój ducha wart każdej ceny... nawet pozbycia się wszystkich resztek. Zielonego praktycznie nie ma... Jest czerwony, ale to mi do choinek nie pasuje ;))) Trza będzie coś innego wymyślić...
      Nawet nie wyobrażasz sobie jak się cieszę, że się cieszysz! :))

      Usuń
  2. Piękne choineczki i tyle spokoju i relaksu masz nareszcie.
    Pozdrawiam.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z szydełkowaniem jest jak z królikiem...
      Rzecz w tym by go gonić a nie złapać, znaczy się królika ;)
      W szydełkowaniu najfajniejsze jest dzierganie ;)))
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  3. A Ja takie choinusie mam! ;)))))))))))))
    To znaczy jedna jest, do reszty muszę się dokopać w piwnicy (ale kochana, jestem już bliżej niż dalej...hihi!).
    Poważnie? Einstein dziergał, czy to taki żart, bo czasami takie rzeczy wychodzą na światło dzienne, że szczena mi opada... ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te w piwnicy inne są :) Znaczy się innym wzorem robione ;)
      A z tym Einsteinem prawda, oprócz tego, że wielki naukowiec był, to jeszcze w dodatku wielki oryginał ;))

      Usuń
    2. No patrz!
      To powiem Ci teraz, tak że Ja (naprawdę JA!!!), ćwierć wieku temu przed klasówą w szkole zawodowej.........
      ......robiłam na drutach swetr! hahahahahaha! Widok niesamowity, no nie?
      Teraz aż sama w to nie wierzę, ale wtedy mnie to bardzo uspokajało.

      Usuń
    3. Ciężko było, ale uwierzyłam ;)))

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podobają! :))

      Usuń
  5. Zosieńko pamiętaj ze nadzieja umiera ostatnia. Jeszcze wszystko przed nami ;)
    Choinki piękne. Dziergaj dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziergam, hafcę, transferuję, szyję... od czasu do czasu nawet udaje mi się zdrzemnąć ;))
      Jedna Zosieńka pełna nadziei jest a druga taka bardziej realistka i podśmiewa się z tej naiwnej co wciąż nadzieję ma...

      Usuń
  6. Zosieńko, przepraszam, teksty prima sort, wytwory niekoniecznie dla mego zachwytu. Wybaczysz ? Co ja zrobię, że uważam, że więcej pisać powinnaś , bo masz talent wciągania w Twój świat myśli. Umiesz ....pisać. To tak dużo. Przepraszam, że się nie zachwycam tworami. Pozdrawiam ciepło, Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A cóż ja mam wybaczać? Jednemu podoba się córka, drugiemu teściowa ;)))
      Jednak szkopuł jest w tym, że bez robótek pisania by nie było... pisanie wpada do głowy podczas robótkowania :)
      Miło mi, że masz ochotę zaglądać do mego świata :)
      Pozdrawiam gorąco! :)

      Usuń
    2. Aniu, wpadnij na mojego bloga i zobacz jakie wianki zrobiła Zosieńka. Zmienisz zdanie.

      Usuń
  7. Piękne choinki ciekawy wzorek.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzorek zowie się krokodyla łuska, czy jakoś tak podobnie i okropniście niciożerny!
      Pozdrawiam gorąco! :)

      Usuń
  8. Och, jaka szkoda, że ja nie potrafię szydełkować! Ilekroc próbowałam się nauczyć, zawsze cierpliwosci brakło. Jakże potrzebuję nieraz takiego wyciszenia bliskiego medytacji, czynności, które porządkują myśli a nawet oddalają je w rejony bliskie marzeniom...
    Cudne, naprawdę cudne są Twoje wydziergane choineczki , Zosieńko. Mnie sie w głowie nie mieści, że szydełkiem mozna robić tak przestrzenne wytwory.
    A co do sokoła...No własnie - przyroda rządzi sie swoimi prawami a my przecież jestesmy jej częscią. To uspokajająca dla mnie konkluzja, bo choć czasem sprawy toczą się nie po naszej mysli, to natura przecież wie co robi i w efekcie wszystko na dobre wychodzi...
    Powyżej Ania pieknie Ci napisała o tym podziwie dla Twego talentu literackiego.Jesteś chyba jedyną znaną mi osobą, która dziergajac, szyąc, malując itp, tworzy jednoczesnie istne perełki pisarskie, własnie dlatego że jej dłonie mają zajęcie. Talent na talencie...(Mam pomysła! Może byś sobie nabyła jakiś mały dyktafonik i dziergajac nagrywała to, co akurat w głowinie sie legnie? Bo niektóre mysli jednak niepochwycone na czas ulatują, a tak powstałaby na bieżąco niesamowita opowieść znad szydełka):-))
    Ściskam Cię gorąco w ten grudniowy poranek i buziaki serdeczne na dzień dobry zasyłam!***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oleńko może ja Cię kiedyś nauczę...? Zajęcie jest naprawdę wielce relaksujące i odlot niesamowity, kiedy skończywszy owo dzierganie trzyma się gotowy wyrób w rękach! I tu należałoby się przyznać się, że to nałóg jest, bowiem skończywszy jedno już zaraz natychmiast, chce się zacząć robić następny i następny, i następny... i tak bez końca ;) A wzorów, schematów i możliwości jest tak wiele, że z żalem muszę przyznać, że życia człekowi zbraknie by zrobić to wszystko co by chciał...
      Pomysł z dyktafonem świetny, ale w tym czasie (robótkowania) Ślubny w pobliżu najczęściej jest, czyta albo ogląda... przeszkadzalibyśmy sobie ;)
      Jednak pomysłu z dyktafonem do lamusa nie odkładam... bo coś w tym jest :)
      Prawa przyrody są wspaniałe a jednocześnie bezwzględne i mam świadomość, że choć ludziom wydaje się, że już nas nie obowiązują, to tak naprawdę nadal im podlegamy. Silniejszy wygrywa, słabszy ginie... i wiesz Oleńko ja nie chcę być tym wróbelkiem... chcę przetrwać i wygrać! I nie wiem czy to ja chcę, czy mój instynkt samozachowawczy...
      Ściskam Cię droga Przyjaciółko i buziaki siarczyste składam na Twych policzkach! :)***

      Usuń
    2. Jak napisałas o tym nauczeniu szydełkowania, to spłyneła na mnie od razu taka błoga wizja, ze oto my jako siwiutkie babuleńki siedzimy blisko siebie na fotelach bujanych i coś dziergamy do upadłego, popijajac sobie od czasu jakieś winko i opowiadajac sobie rózne historyjki ze swego zycia. A po jakimś czasie patrzymy na nasze wytwory szydełkowe a one zyją swoim zyciem, rosną, tańczą, ćwierkaja, łopoczą, rozsmieszają, łaskocza, czarują, w inne światy porywają...i zasmiewamy sie do łez i fruniemy z rozwianym włosem..a potem budzimy sie i znowu jestesmy bardzo młode (jak teraz!) i niestety wciąz daleko od siebie...
      Całusy Ci slę z mojej oddali!!!:-)))***

      Usuń
  9. Choineczki cudne, nazwa wzorku taka sobie : ) A to Einstein mnie zaskoczył, a le widok Zosieńki na czerwonym dywanie mnie nie zaskoczy. Pozdrawiam. Ja dziś pierniczkuję : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zosieńka też by chciała powiedzieć - ja pierniczę... ale obija się na całego i świątecznych wypieków jeszcze nie czyni...
      Pozdrawiam gorąco! :))

      Usuń
  10. Oglądając te choineczki żałuję , że moje umiejętności szydełkowania sprowadzają się do zrobienia sznureczka , cudne są.
    Tempo w jakim je produkujesz jest zawrotne , motorek w łapkach chyba masz:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choineczki bydlątka pracochłonne są... ale tego mi było trzeba ;)
      Szydełko fajne jest a może spróbuj - nie święci garnki lepią ;))
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  11. Einsteinem mnie niesamowicie zaskoczyłaś Zosiu, wielki umysł musiał czasem odpocząć, a sportu może facet nie lubił, bo był wyjątkowy. Twoje choineczki wymagały skoncentrowanej medytacji, zrobione cieniowaną nitką najbardziej mi się podobają. Ja właśnie się wyciszam, szydełkując srebrne gwiazdki, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, ja też za sportem nie przepadam ;)) Już się czuję prawie jak Einstein ;))
      Mnie w tym roku do białego ciągnie, pewnie dlatego, że śniegu ni na lekarstwo!
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  12. Te cieniowane najładniejsze. Szkoda wróbla i szkoda Zosinych wrażeń. A ja niedawno widziałam jak pustułka coś upolowała a potem siedząc na słupie rozdziobywała i żarła.Pewnie mysz. Prawa natury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieniowane najbardziej naturalnie wyglądają, jeśli można tak powiedzieć o szydełkowych choinkach ;))
      Prawa natury są nieubłagane i o zgrozo dotyczą także nas - cywilizowanych ludzi! :)

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że Ci się podobają! :))

      Usuń
  14. Podobnie, jak Dorotka, te choineczke znam i bardzo lubieee. Znowu u nas zagosci na Swieta.
    Moja babcia, duzo dziergaka, bo klopotow w domu mnostwo. I chyba jej pomagaly te robotki;) naprawde:)
    Einstein z szydelkiem, troche mnie rozmieszyl,ale dlaczego nie???Moze faceci w ogole powinni , chodzic na takie terapie? Robotkowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Ślubny lubi robótki, choć takie bardziej męskie... gdzie można warczeć, ciąć, spawać... też mu pomagają :))

      Usuń
  15. To ja już wiem dlaczego tak lubię usiąść z szydełkiem! Choineczki pewnie pracochłonne, ale bedą świateczną ozdobą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracochłonne jak pracochłonne, ale o zgrozo mocno niciożerne ;)))

      Usuń
  16. Jak przyroda rządzi się własnymi prawami często mam okazję sama obserwować.
    Mieszkam blisko łąk, pól i niedużego lasu, które są z kolei domem wielu różnych dzikich (czyt. nieudomowionych) zwierząt.
    Choineczki są super. Może kiedyś też takie wydziergam; na razie dzióbię małe szydełkowe aniołki.
    Gorąco pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zastanawiałam nad aniołkami, ale choinki wygrały... prawa natury jakie są to widać, ale najśmieszniejsze jest to, że ludzie myślą, że ze względu na cywilizację nas nie dotyczą ;))
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń