piątek, 1 sierpnia 2014

Sen czyli nieugięty Morfeusz

    Zosieńka gwałtownym ruchem ręki odgoniła natrętną muchę i uparcie pedałowała dalej. Zmełła pod nosem niecenzuralne słowa, które uparcie pchały się na jej karminowe usteczka . Nie znosiła owadów, no może na motylki patrzyła przychylniejszym okiem, ale nie na te białe, które przez lata pustoszyły jej grządki z kapustnymi. W tym roku definitywnie zlikwidowała ogród. Pozostało kilkanaście metrów kwadratowych i sporo różnej wielkości doniczek, w których nieśmiało rozchylały swe pąki różne kwiaty. Odkąd przestała spędzać czas zgięta w pół, świat wokół niej nagle pojaśniał. Zaczęła zauważać ptaki i zachody słońca... tylko zachody, bowiem dla Zosieńki wschody słoneczka były niedostępne, z racji tego, że od urodzenia była sową.
   We wczesnym dzieciństwie nikomu to nie przeszkadzało, sen miała mocny i wynieść z łóżkiem ją można było bez problemu, dlatego życie domowe mogło się wokół niej toczyć bez żadnych przeszkód. Jednak nieuchronnie nadeszły czasy pobierania nauk szkolnych. Szkoła zaczynała swą działalność edukacyjną od wczesnych godzin porannych czyli w środku Zosieńkowej  nocy. W domu dało się odczuć lekki niepokój związany z niepewnością jutra. Powtarzano sobie, że na pewno wszystko będzie dobrze i dziecię szybko się przyzwyczai do nowego rozkładu dnia. Sama Zosieńka nieświadoma czekających ją katuszy, spokojnie samodzielnie przerabiała kolejne strony elementarza. W końcu nadszedł dzień w którym obudzono ją o siódmej rano... Biedne dziecię nieprzytomnym wzrokiem spoglądało wokół siebie, próbując zrozumieć dlaczego edukacja musi się wiązać ze wstawaniem w środku nocy?! Miesiące mijały a koszmar trwał nadal... Okazało się, że przestawienie Zosinkowego zegara biologicznego wcale nie jest takie proste jak mogłoby się wydawać. Co rano wyciągano ją nieprzytomną z łóżka, popychano do łazienki a następnie jeszcze śpiącą czesano. Próbowano ją jeszcze nakarmić, ale to już najczęściej okazywało się zupełnie niemożliwe, żołądek buntował się i uparcie odmawiał współpracy o tak wczesnej porze. Zosieńka ukończyła pierwszą klasę z wyróżnieniem i podkrążonymi oczami. Edukacja zaczęła jej się kojarzyć z torturami i to nie ze względu na pobierane nauki, z przyswojeniem których nie miała najmniejszych trudności, lecz ze względu na tę nieszczęsną pobudkę. Jednak cuda się zdarzają. Lata powojenne obfitowały w wysoki przyrost naturalny, który przekładał się potem na przepełnione klasy w szkołach. W podstawówce Zosieńki postanowiono utworzyć drugą zmianę i to jej rodzicom jako pierwszym zaproponowano by ich pociecha edukację rozpoczynała koło południa. Zosieńka rozkwitła, świat na nowo nabrał kolorów! Niestety dwa lata później otworzono nową szkołę w okolicy i zlikwidowano ku jej rozpaczy nauczanie zmianowe... i znów co dzień rano Zosieńka biegła do szkoły z rozwianym włosem i podkrążonymi oczyma. Następne lata niczego nie zmieniły i głównym kryterium wyboru szkoły okazała się jej odległość od domu rodzinnego. Liceum zwane popularnie ogólniakiem znajdowało się ledwie 100 metrów dalej, przeto Zosieńka wstawała o 7 :40 dokonywała błyskawicznych ablucji, wypijała jakiś płyn (rano można jej było podać nawet cykutę, niczego by nie zauważyła) coby nie dopuścić do odwodnienia i biegła z rozwianym włosem na łeb na szyję, by w ostatniej chwili przed dzwonkiem wpaść do klasy.
   Dorosłe życie niczego nie zmieniło, ani praca ani małe dzieci, domagające się uwagi i pielęgnacji także we wczesnych godzinach porannych... Zosieńka jednak żywiła nadzieję, że z wiekiem to się zmieni i zacznie egzystować tak jak reszta normalnego społeczeństwa. Przeczytała bowiem kiedyś, że z wiekiem maleje zapotrzebowanie na sen i łudziła się, że w końcu zacznie wcześniej wstawać. O ludzka naiwności, która nie masz granic! W dzieciństwie Zosieńka zasypiała koło pierwszej w nocy, z czasem zaczęła padać o drugiej a ostatnio wita Morfeusza dopiero koło trzeciej, czwartej... nawet nie wiadomo czy lepiej brzmi o trzeciej, czwartej nad ranem czy o trzeciej, czwartej po północy. Jedynym plusem może być fakt, ze jak tak dalej pójdzie, to Zosieńka latem w końcu zacznie oglądać wschody słońca... Godzina pobudki, po której Zosieńka jest przytomna i nadaje się do świadomej egzystencji nie uległa zmianie od urodzenia.

   Dzisiejszego posta Zosieńka nie zilustruje haftem związanym ze snem i spaniem, bowiem jest to temat dla niej bolesny i drażliwy. Mimo tego, że Zosieńka w swym życiu najdłużej sypiała 9 godzin (jako dziecko) a ostatnio 6 do 7 to idzie prze życie z opinią śpiocha i lenia wylegującego się do późna.
   Dziś serweta z krokusami, czeka jeszcze na koronkę wokół brzegu :) Tkanina Panama, drobna i bardzo gęsta, zakupiona w Coricamo. Muliny jak zwykle według Zosinkowego widzimisię zależnego od aktualnie posiadanych zapasów.






Oto ogród zwany ostatnio rustykalnym ze względu na naturalność w nim panującą w porze wieczornej ;)

Naparstnica i ...

... firletka ...

... i kwitnąca jeżyna  w porze cokolwiek późnej, choć też mającej swe nieodparte uroki :)))

29 komentarzy:

  1. U ciebie Zosiu jak zawsze wesolo i kolorowo - cudna serweta - buziaki sle Marii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męczy mnie fakt, że nie mam pomysłu na bortę dla tej serwetki... :)))
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  2. Hmmmmmmmmmmmmmm to nie jest nasturcja, raczej naparstnica:) Fajna ta serwetka.Aleś się nadziubdziała. Ponownie wyrażam podziw. Określenie "styl rustykalny" w takim znaczeniu idealnie pasuje też do mojego ogrodu:). Śpiochem nigdy nie byłam, ale raczej z przymusu. Teraz nadrabiam poranne spanie, a siedzę często do północy i dłużej.
    Miłej soboty i niedzieli i.... uważaj, bo jak się odchudzasz, to"jedzenie' w trakcie jazdy na rowerze jest niewskazane:):):):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że naparstnica (już zmieniłam podpis pod zdjęciem) nasturcja tez miała być, ale spadła z planu ;) Ja nawet polubiłam ten mój rustykalny ogród, taki swojsko dziki, totalnie niepoukładany, ciągle zaskakujący, bo zawsze jakaś samosiejka gdzieś wyskoczy...
      Co do "podjadania" na rowerku postaram się zdyscyplinować ;)))
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
    2. Zosiu- ten jacek to ja. Strzelił mi monitor i pisałam z jaskółowego. Teraz widzę, że pod innym nickiem, Ale jajca wyszły:):):)

      Usuń
    3. Jak pojedziesz na rowerku to po prostu zamknij buzię, a tłuste nie utuczy:):):)

      Usuń
    4. Tak podejrzewałam, ale myślałam, ze z jakichś bliżej mi nieznanych powodów zeszłaś do podziemia blogowego i odtąd będziesz pod nowym pseudonimem występować ;)))
      Trzymanie zamkniętej buzi przerasta moje możliwości. Ja muszę mówić... jak wiadomo nie od dziś, kobieta myśli jak mówi, dlatego dużo mówię a co za tym idzie zamknięcie jadaczki wydaje się niemożliwe do zrealizowania ;)))

      Usuń
  3. Jakbym o sobie czytała. Poranne wstawanie było i jest dla mnie gwałtem przeciwko naturze, za to w nocy mogę góry przenosić. Ja wytłumaczyłam mężowi, że rano krew mi nie krąży i dopóki nie napiję się mocnej herbaty, wstawanie z łóżka jest niebezpieczne. Kiedyś zerwałam się w nocy do dziecka i kolana postrącałam. Zmierzył mi ciśnienie i uwierzył. Nie pozwól sobie wmawiać lenistwa Zosiu. Skowronki posypiają po obiadku, chodzą spać z kurami i nie zawsze są pracowite, a Twoje śliczne hafty świadczą o tym, że nie potrafisz bezczynni spędzać czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś zerwana porankiem czyli nocą dla mnie głęboką, rozbiłam sobie głowę i to tak solidnie, i nawet tego dobrze nie zauważyłam. Wprawdzie pocierałam bolące miejsce, zdziwiona dlaczego takie wilgotne, ale dopiero pytanie dziecięcia dlaczego mam czerwoną głowę uświadomiło mi co się stało.
      Nie ma lekko :))) Sama wiesz jak to jest kiedy się egzystuje w innej strefie czasowej niż całe nasze otoczenie :)))
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  4. No to teraz jeszcze wyraźniej rozumiem Zosiu Twoją niechęc do mieszkania na wsi! Przecież tu sie wszystko od bladego switu zaczyna a idzie sie spać z kurami! A każdy nie wpasowujący sie w schemat człek zapewne dziwakiem jest i leniem.
    A tak powaznie, to współczuję Ci kochana tych problemów ze snem. Rozumiem, że to jest męczące, bo egzystujesz bardziej jak wampir, niz jak osoba z krwi i kosci. Ja mam odwrotną sytuację. Zasypiam wczesnie i bez żadnych problemów, natomiast zwykłam budzic sie grubo przed świtem (najczęściej o czwartej!) i już jestem gotowa do działania a mózg na pełnych obrotach. Przychodzi wieczór - godzina ósma, dziewiąta a mnie sie oczy juz kleją i do niczego jestem...Własnie tak, jak teraz, gdy to piszę.
    Świetnie zrobiłaś, ze pozbyłaś sie duzego ogródka. Ileż to pracy daremnej! Ileż bólu mięśni i nóg a i tak chwaściska zwycieżają. Myśmy stanowczo przesadzili z naszym ogromnym warzywnikiem. Potrzeba by było do jego pielegnacji dziesięciorga co najmniej osób a nie dwojga! Ale chcieliśmy mie duzo swoich warzyw, zrobić zapasy na zimę, zyc dzieki temu jak najoszczędniej.
    U mnie upał, duchota, istny tropik - czy to Polska, czy Australia?!
    Pozdrawiam Cie serdecznie niezmordowana hafciarko a gdy juz uda Ci sie zasnąć, to snij kolorowo i z usmiechem!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nalepkę dziwaczka i ekscentryczka mam od dzieciństwa to zdążyłam się przyzwyczaić ;)
      No faktycznie jak wampir, tyle że one choć w lustrze się ponoć nie odbijają, że już nie wspomnę o braku problemów z nadwagą. Czy ktoś kiedyś słyszał o grubym wampirze? Wszystkie jako lelije wiotkie są ukazywane :)
      Lekko nie ma, zwłaszcza, że mój Ślubny podobnie jak Ty to skowronek co skoro świt to na nogach i tak sobie żyjemy razem, choć większość doby osobno ;)))
      Przyznaje się szczerze, że kiedyś miałam ogromny warzywnik i drugie tyle ogrodu ozdobnego, ale przez lata stawał się coraz mniejszy i mniejszy aż w tym roku definitywnie zrezygnowaliśmy. Uprawiany dla zdrowia coraz więcej zdrowia zjadał... Jak się jest mieszczuchem to nie ma co udawać, że jest się kimś innym :)))
      Dzięki za tak miłe życzenia :)) Pozdrawiam gorąco i życzę trochę chłodu w weekend :))

      Usuń
  5. Teściowa zakazała mi wstawać wcześniej niż 9, kiedy się wprowadziłam, a teraz sama wstaje o 6. Myślałam, że mnie też to będzie czekać, bo wieczorami jakoś do łóżka ciężko mnie zaciągnąć i rano dzień zaczynam dość późno. Skoro u Ciebie to nie mija, to może i u mnie już tak zostanie?:) W nocy lepiej się myśli, a wieczorami sprząta:).
    Twoje poczynania wieczorno-nocne świadczą o tym najlepiej.
    pozdrawiam
    lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że się rozumiemy :) Ja tez uwielbiam robić porządki w nocy, pisać posty, wymyślać nowe robótki... myśli są jasne,pomysły mnogie :)))
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  6. Ooo... jak widać zbyt późne chadzanie do łóżeczka to nie tylko mój problem.
    Tyle, że w dzieciństwie nie byłam takim "nocnym markiem"; to się zaczęło trochę później. Nocna nauka przed maturą, albo w okresach sesji egzaminacyjnych na studiach, nocne wstawanie do dzieci, nocne czuwanie przed każdą jedną podróżą, nocne dzierganie z powodu bezsenności, nocne.... itd.
    I w końcu zegar biologiczny się rozregulował.
    A lekarz (zielarz) wyraźnie zalecił "proszę chodzić spać przed 23.00 godz."
    I jak na razie kiepsko mi to wychodzi. Aż ciśnie się na usta: "witaj w klubie"
    Hafcik jak zawsze u Ciebie, ładniutki i perfekcyjnie wykonany.
    Pozdrowienia z upalnego Podkarpacia śle Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy się Ty nabyłaś tę przypadłość a ja mam wrodzoną :) Przez całe życie wypróbowywałam mnóstwo "przepisów" na przestawienie tego zegara, jak widać z miernym skutkiem. Trzy lata temu poddałam się i zaczęłam żyć i spać zgodnie z moim zegarem biologicznym i powiem Ci, że odżyłam :) Jeśli jest taka możliwość to nie warto walczyć z własną biologią bo ona zawsze zwycięży.
      U mnie od wczoraj już wcale nie upalnie, przyjemny chłodek zawitał :))
      Pozdrowienia z chłodnej Opolszczyzny :))

      Usuń
  7. Kurcze.... Ja zaczęłam przez ten urlop bardzo późno się kłaść!
    Rany boskie, co to będzie, jak będę musiała już za tydzień wstawać do pracy o piątej?!
    Brrrrr....... Normalnie skóra cierpnie na samą myśl!
    A urlopek rozleniwja, oj rozleniwja.... hihi!
    ...i niestety ucieka! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw szok a potem rezygnacja, jak mus to mus ;)))
      Faktycznie to co miłe i przyjemne zawsze szybko zleci... ale niedługo święta znowu a potem będziemy czekać na wiosnę i nie wiadomo kiedy znowu będzie urlop :)))
      Ściskam! :))

      Usuń
  8. Moja siostra też ma problemy z rannym wstawaniem. Nie zapomnę jak kiedyś obudziła się o 13 i prosiła, żebym nie mówiła mamie, że tak długo spała. Nie poszła nawet wtedy do szkoły (rzekomo bolał ją brzuch). Ja wtedy miałam wolny dzień na uczelni i cały ranek hałasowałam. Byłam przekonana, że siostra jest w szkole...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nietypowy zegar biologiczny naprawdę bardzo utrudnia życie... wiem o tym z własnego doświadczenia :( Ja jednak mając teraz takową możliwość postanowiłam żyć w zgodzie z nim i jakość mojego żywota bardzo podskoczyła :)))

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się spodobała :)))

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. Basieńko kochana za co?! :)))
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  11. Lindo bordado, lindas flores!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias por las amables palabras :)
      Saludos calientes!

      Usuń
  12. Też tak mam , lubię to niespanie . Wstaję jak się wyśpię albo gdy wcześnie trzeba do pracy . Nie wiem o jakiej wsi pisze Olga ja się z tym nie spotkałam , każdy robi jak może i jak uważa . Jak zapewne wiesz , mieszkam narazie i w centrum miasta i na wsi tz. na dwa domy i jakieś porównanie już mam . Dużo starszych osób buduje się na wsi dla spokoju i czystego powietrza ale mniejsze domy . Może to kto obok jest , jacy ludzie i już leniem się nie jest ? Jak się wyśpie to wstanę i moze wiecej zrobię niż Ci pracowici co kurami wstają ? Tolerancja , bardzo duża wiedza pomaga w myśleniu i wtedy każdy jest potrzebny i jest wartościowym człowiekiem . Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię to niespanie :) Ciszę kiedy wszyscy śpią, tylko psy od czasu do czasu poszczekują niemrawo, jakby tylko z obowiązku... Kiedyś do komentarzy na temat mojego zegara biologicznego podchodziłam z większymi emocjami... teraz już się przyzwyczaiłam, choć temat nadal nie jest mi zupełnie obojętny ;) Najważniejsze, że zrozumiałam, że nie zmienię swojego zegara i pogodziłam się z nim :)) Jak to mówią, lepiej późno niż wcale :)))
      Pozdrawiam gorąco! :))

      Usuń
  13. Łooooo--- pod wrażeniem jestem tej serwety!
    Pokaż ją z obramowaniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyhaftowana wiosną, jeszcze się nie doczekała swojej borty... nie mam pomysłu. Mam nadzieję, że jej publikacja mnie zdopinguje ;))) Pokażę na pewno :)
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń