O tym, że białogłowy to płoche stworzenia wiadomo nie od dziś i Zosieńka jako nieodrodna przedstawicielka własnej płci, targana jest ciągle fanaberyjami jakowymiś. A to tapety szuka, a to malować chce a wszystko to pragnie czynić ręcyma małżonka swego. Małżonek tapetę przykleił, wybór farby pozostawił w gestii swej piękniejszej połowy (miejmy nadzieję, że tak jest) i pewien, że zachcianki wszelakie spełnił, osiadł na laurach... ale nie! Najwyraźniej Zosieńce przyświecały znane wersy - "Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby! " Krokodyla Zosieńka nie zapragnęła jako, że gadów nie lubi. Wstręt do nich przepełnia ją żywiołowy, na poziomie można by rzec komórkowym i wchodzenie z nimi w jakikolwiek kontakt poza wirtualnym w rachubę nie wchodzi. Zosieńka zapragnęła dokarmiać ptactwo dzikie luzem się po ogrodzie szwendające. Stare zapasy ziarna posiadała, w słoninę się zaopatrzyła i... okazało się, że nie ma gdzie tego ptaszynom głód cierpiącym dać. W tej sytuacji nie cierpiącej zwłoki Zosieńka jednogłośnie podjęła uchwałę, że mus karmnik jest zbudować. Budowla musi spełniać pewne parametry, aby pozostać ptasią stołówką a nie kocim hotelem ze śniadaniem czyli musi być niedostępna dla przedstawicieli broni biologicznej na gryzonie. Jako organ wykonawczy dla uchwały został wskazany w trybie bezprzetargowym małżonek. Ślubny westchnął raz i drugi i potruchtał do warsztatu szukać materiału na ptasią jadłodajnię. Pogłówkował, pokombinował i udowodnił po raz kolejny, że Polak potrafi! Odtąd Zosieńka co dzień przy śniadaniu mogła podziwiać jak wróble, sikorki tudzież inne z nazwy nieznane ptaszyny raczą się pożywieniem w ptasiej gospodzie. Co dzień punktualnie jak w zegarku pojawia się dzięcioł, sikorki mając respekt przed jego posturą a może solidnym dziobem karnie wtedy czekają na swoją kolej :)) Ślubny szczęśliwy z chwili spokoju jaki zapanował w domu, już począł mieć nadzieję, że żonine zachciewajki zaspokoił... ale nie! Zosieńka po domu się snuła, odpowiadała półgębkiem, zamyślała się, patrząc na ptaszyny za oknem... aż małżonek szanowny sam począł się jej dopytywać o przyczynę owej fali westchnień ją nawiedzających. Zosieńka jakby tylko na to czekała, z błyskiem w oku istotę problemu wyłuszczyła. Otóż łaknie jak kania dżdżu, niczego innego tylko ptaszków, ale nie żywych tylko drewnianych. Ślubny po głowie się podrapał, w warsztacie pogrzebał i od Zosieńki zażądał szablonów, bowiem plastycznie nigdy uzdolniony nie był. Jeśli w tym momencie miał cień nadziei, że ich nie otrzyma, to mylił się sromotnie. Zosieńka sięgnęła do szuflady i wyciągnęła narysowane szablony niczym magik wyciąga królika z cylindra. Ptaszki zostały wycięte, zaspokajając Zosinkowe widzimisię. Teraz czekają na dalszą obróbkę. Jako, że Zosieńka w tej dziedzinie jest dyletantem, laikiem, amatorem i tym podobne to uprasza szanownych czytelników o porady wszelakie, najlepiej szczegółowe, proste i czytelne boć wiadomo u białogłowy włos długi a rozum krótki... a Zosieńka warkocz posiada i to całkiem długi...
 |
Oto ptaszki, które czekają na ozdobienie. Serce gratis było, taka promocja ;)) |
Niektóre zdjęcia lekuchno zamglone, ale dwie szyby i brak słońca swoje zrobiło... Jednak dzięcioł tak fotogeniczny był, że żal było nie pokazać ;))
Jadłodajnia jak się patrzy! Brawa dla Małżonka!:) Również za ptasie kształty:)
OdpowiedzUsuńPrzekażę pochwały, na pewno się ucieszy :))
UsuńŚliczny karmnik! Brawa dla Męża!!! A drewniane ptaszki - rewelacja!!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Zosiu:)
Dzięki! Teraz kombinuję, jak je ozdobić :))
UsuńPozdrawiam gorąco!
Zosieńko kochana! No naprawdę cudny karmnik wybudował Twój małzonek! Ptaszeta wcinaja aż miło. Dobra z Ciebie niewiasta. O potrzeby naszych braci mniejszych dbająca. I w imię tych potrzeb do czynu potrafiaca mniej entuzjastycznych osobników zagrzać. Na imię powinnas miec zatem Franciszka. Zresztą kobiety wiele imion maja tak naprawdę - tyle w nas kolorów, potrzeb, marzeń, emocjonalnej, wciaz wahajacej sie amplitudy...
OdpowiedzUsuńA po co Ci Franiu droga te ptaszeta drewniane? Gdzie one maja być? Maja zdobić karmnik? Dobrego masz męza i uzdolnionego wielce! Pozdrów go ode mnie gorąco!
Wam obojgu zasyłam serdeczne mysli o poranku i dobrej niedzieli zyczę!:-))***
Ptaszęta drewniane za ozdobę domową będą robić :)) Jeszcze dokładnie nie wiem jak to będzie wyglądać bowiem improwizacja to moje drugie imię :))
UsuńŚciskam Cię mocno i buziaki zasyłam ! :)*****
Świetny karmik a te zamglone zdjęcia dodają uroku :)
OdpowiedzUsuńMnie te zamglone też się spodobały, w końcu jest na nich mój osobisty dzięcioł ')))
UsuńKarmnik super, ale ta słonina powinna wisieć na drzewie, bo dzięcioł tak woli, a i sikorki też. Jak wczepia się w na słoninę, to mu ona nie ucieka sprzed dzioba. Tu jest takie prawdopodobieństwo.
OdpowiedzUsuńNo powymądrzałam się, sory:)
Ale ładnie Ci pozował i zdjęcia ukazały karmnik, tudzież dzięcioła w całek krasie.
Jak te ptaszki, to niestety, nie wiem. Ja mam włosy krótkie, ale na takie "dzieło" rozumu też nie staje.
Cyba dziewczyny od "dekupażu" coś poradzą.
Na drzewie nie może wisieć bo moje koty należą do rzewnych i nie popuszczą dopóki jej nie zedrą. Latają po drzewach te moje kociska jak nie przymierzając Twoje wiewiórki ;))) Jaskółeczko nie "wymądrzałaś się" tylko dzieliłaś się swoim doświadczeniem, dzięki tej umiejętności nie siedzimy w jaskiniach tylko przed ekranem monitora ;)) Ja jestem zawsze chętna wysłuchać porad wszelakich. Dzięcioł się oswoił i włazi teraz do środka, tłucze słoninkę aż miło patrzeć. Przylatuje codziennie, akurat w porze mojego śniadania, dzięki czemu mam zapewnioną rozrywkę ;)))
UsuńAleż piękny kamnik,Zosia,właśnie mi przypomniałaś,że ja mam swój w sklepie u siebie i w grudniu miałam go pomalować na biało.I zamontować na tarasie:)Muszę go szybko zrobić.
OdpowiedzUsuńRób i to szybko, zobaczysz jaką będziesz miała rozrywkę. Ja jak się zapatrzę to o bożym świecie zapominam :)))
UsuńLubię dbać zimą o ptaki:) I lubię jak przesiadują w ogrodzie. Pozdrowienia
OdpowiedzUsuńJa swoje dokarmiam zimną porą roku za co one potem odwdzięczają się trelami :))
UsuńPozdrawiam gorąco! :)))
No popatrz i ja biegłam dziś z mężem po budowlańcu wybierając farbę i nie kto inny a dzięcioł zjawił się w moim karmniku, ściśle mówiąc dwa dzięcioły, tylko takich pięknych ptaszyn nie mam do ozdobienia :( Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńLubię dzięcioły, ale przeważnie widywałam je wysoko na drzewie, a teraz mam osobistego ;)))
UsuńPozdrawiam gorąco!
Brawa dla Męża - karmniczek jak malowany. A i dzięciołek fajniutki :)
OdpowiedzUsuńBrawa przekażę :)) Dzięcioła polubiłam, przylatuje regularnie o tej samej porze :))
UsuńCudnie!
OdpowiedzUsuńJa w Święta byłam w szoku, bo mieszkając w bloku, tuż za oknem na iglaku i ja zobaczyłam dzięcioła! I całe stado sikorek, które niesamowite orgie wyczyniały na parapecie przy karmniku :)
Najwyraźniej na nas lecę dzięcioły i sikorki ;))) A tak poważnie to pewnie brakuje im naturalnego pożywienia mimo ciepłej zimy a może właśnie dlatego... :)))
UsuńPiekny karmnik i super zdjęcia:))
OdpowiedzUsuńTworzycie jedną wielką uzdolnioną rodzinę!!! Brawo za taki piękny karmnik!!! Moje ptaszorki też i tej zimy nie głodują, bo ich jak co roku dokarmiam! i także bardzo lubię oglądać jak pięknie po karmniku hasają .A te ptaszki drewniane, to nic tylko serwetkami przybierać! czyli decoupagować! a fajne wskazówki znajdziesz na Inspirello.Tam kobietka fajnie tłumaczy , co i jak. Pozdrawiam i będę oczekiwać na Twoje ptaszorki:)
OdpowiedzUsuńDzięki za namiary, bo ja w tym temacie jestem zupełnie zielona. Pochwałę Ślubnemu przekażę, na pewno się ucieszy :) Ja też od lat dokarmiam ptaki ale pierwszy raz mam taki solidny karmnik :)
UsuńPozdrawiam gorąco i dziękuję za porady :))
Bardzo ładny karmnik małżonek zbudował. I z pewnością ptaszki do niego się zleciały; Ale co ja widzę,- dzięcioł rządzi. U mnie na drzewach i podwórku też dużo ptactwa, począwszy od tych mniejszych jak sikorki skończywszy na kuropatwach i bażantach.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło Dorota
Kuropatwy i przepiórki to u mnie za domem latają, ale bażantów nie ma. Ptaków jest mnóstwo co roku, ale teraz zmieniliśmy miejsce dokarmiania o parę metrów i było oswajanie nowego karmnika ;)))
UsuńPozdrawiam gorąco! :)
Oklaski i wiwaty dla Męża Twego Zosiu. Karmnik super! A ptaszyny urocze, I te żywe i te drewniane ;) Może na decu się skusisz w celu przyozdabiania???
OdpowiedzUsuńDzięki przekażę Twoje pochwały mej ślubnej pamiątce ;)) Deku kusi, ale ja totalny laik jestem w tej dziedzinie, trzeba mi się będzie podszkolić na Inspirello, jak mnie pokierowała Basia :) Zobaczymy co z tego wyjdzie :)
UsuńKarmnik - marzenie! ... Bo ja o takim marzę!
OdpowiedzUsuńZosia- decu nie będzie dla Ciebie wielką trudnością :)Poradzisz sobie wyśmienicie!
Uściski serdeczne
Dzięki za słowa otuchy :)) Przygotowuję się na razie teoretycznie ;)
OdpowiedzUsuńŚciskam! :)
świetny karmnik,a mąż kochany.Pewnie nigdy się z Tobą nie nudzi.Ptaszki już teraz wyglądają bardzo dobrze,może wystarczy je przemalować na jeden kolor?Decoupage też dobry pomysł.jestem ciekawa Twojej wizji.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
lena