piątek, 19 grudnia 2014

Książka kucharska czyli jednak święci garnki lepią ;))

Jako młode dziewczę, czułam awersję do gotowania. Jedzenie traktowałam jako tankowanie a przecież nikt nie chce spędzać połowy życia na stacji benzynowej.  Do kuchni mnie nie ciągło. Posiłki uwielbiałam spożywać w zakładowych stołówkach, bądź w barach mlecznych, które serwowały tanie jadło. I tak by pewnie ta sielanka trwała do dnia dzisiejszego, ale zapragnęłam wydać się za mąż. Po ślubie zrodził się problem, bowiem  okazało się, że małżonek oczekuje domowych posiłków a moje umiejętności ograniczały się do sporządzenia sałatki z pomidora oraz gorącej przystawki w postaci pieczarek z nadzieniem z sera żółtego. Pierwsze z tych dań okazało się mało sycące w postaci obiadu a  drugie awykonalne z powodu braku pieczarek.  Młoda byłam i głupia, toteż wydawało mi się, że fakt iż posiadam książkę kucharską, nawiasem mówiąc zdobytą spod lady, załatwi sprawę. Kiedy czytałam przepisy wszystko wydawało mi się proste, by nie rzec banalne. Toteż pełna optymizmu zabrałam się za gotowanie. Na pierwszy ogień poszły zrazy po nelsońsku. Zaczęłam od zdobycia polędwicy wołowej, co mimo systemu kartkowego ogólnie wtedy obowiązującego, poszło mi bez problemu. Przytargawszy "mamuta" do domu, zerknęłam do przepisu pewna, że reszta to mały pikuś. O jakżesz się myliłam! Do dziś nie wiem co zrobiłam źle, ale potrawa, która wtedy powstała, pozostała do dziś zagadką. jedyne co można o niej dobrego napisać to to, że była jadalna i nie wpłynęła negatywnie na układ trawienny mego świeżo poślubionego pana i władcy. Straciwszy odrobinę wiary  w swe umiejętności, spojrzałam nieufnie na "Kuchnię Polską", upatrując w niej źródła swej klęski na polu kulinarnym.  Pobita z kretesem przez Nelsona, przestałam darzyć bezgranicznym zaufaniem słowo pisane i zaczęłam się rozglądać za inną możliwością nabycia wiedzy z dziedziny - jak wyżywić swych najbliższych, zachowując ich jednocześnie  przy życiu.  Wzięłam na spytki sąsiadki, które mile połechtane przez początkującą w kuchni młodą mężatkę, chętnie dzieliły się ze mną swą wiedzą. Niestety nawet najlepsze ziarno, kiedy trafi na skałę nie wyda plonu. Doprowadzona  na skraj rozpaczy ugotowałam zupę pomidorową. Pachniała aromatycznie i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że tym razem odniosłam sukces. Ślubny wróciwszy z pracy, zasiadł w kuchni przy stole. Ja dumna jak paw, zaserwowałam mu zupkę i poleciłam by zaczął beze mnie, bowiem akurat ściągałam kotleciki mielone z patelni. Mężuś zaczął spożywać zupkę z impetem, który nagle jakoś stracił... choć nadal jadł zupkę łyżka po łyżce, to łykał jakoś opornie. Po chwili zasiadłam do stołu i ja, chwyciłam łychę i... przeżyłam szok! Słowo - przesolona- nie oddaje istoty rzeczy, miałam wrażenie, że w tej zupie znajduję się wszystkie zapasy soli na kuli ziemskiej.  Spojrzałam z podziwem na mego Ślubnego, który z zaciśniętymi zębami przełykał kolejną łyżkę. Bez słowa zabrałam talerze a ich zawartością uraczyłam kanalizację. Chciałabym napisać, że z czasem stałam się świetną kucharką, ale niestety nic takiego się nie wydarzyło. Owszem z wielkim bólem nauczyłam się poprawnie pichcić parę dań, ale nic ponadto. O pociętych palcach, poparzeniach różnorakich oraz tuzinach spalonych garnków oraz trzech czajnikach, które udało mi się załatwić na amen przy gotowaniu wody, wspomnę jeno mimochodem. Pozostałam antytalenciem kucharskim. Jednak przez lata tliła się we mnie nadzieja, że może jednak, jakimś cudem... W końcu i ta ostatnia nadzieja rozpłynęła się bez śladu.
W tym roku święta będą inne niż zazwyczaj, albowiem 90 % potraw na wigilijnym stole będzie zakupiona gotowa. Koniec z godzinami spędzonymi w kuchni, Zrobię rybę po grecku, która dziwnym trafem od lat wychodzi mi bezbłędnie i upiekę szarlotkę, której zapach wprowadza do domu świąteczną atmosferę. Nie będę zabiegana, nie będę zmęczona... koniec trosk o jakość potraw, które wyjdą spod mojej ręki. Zrobiłam listę zakupów i czekam na święta :)

Nie zajmując swej ładnej główki sprawami kulinarnymi uszyłam świąteczny woreczek na plastikowe zakrętki. Ekologia wszak na czasie :)



Powstała jeszcze gwiazda szydełkowa na stół...



...oraz zawieszki na okno...








Kuchnia na biało czerwono ;)



35 komentarzy:

  1. Прекрасный новогодний дизайн!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że Ci się spodobało:))

      Usuń
  2. Nawet jeśli kucharskich talentów jak piszesz Zosiu posiadasz nieco mniej, to w dziedzinie robótkowej masz ich za to za dziesięciu co najmniej :)) Zachwycam się i podziwiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nieco mniej, to nawet całkiem spore jest ;)))

      Usuń
  3. Cudnie, pięknie wygląda Twoje okienko! czyli święta u Ciebie są,,,a u mnie w lesie...bo odkąd poszłam za Męża, to stoję przy garach i pitraszę, że o niedzielnym "placku" nie wspomnę! co ja pocznę, że czego nie tknę to pyszne, dobre i moja rodzinka to chce. A żę słodko lubi mimo upływu lat to już od jakiegoś czasu dręczy mnie pytanie , co upiec aby było dobre i smakowało, bo ćwierćwiecze już mam za sobą przy tych garach i po prostu pomysły się kończą,,,,pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pichcenie to całkiem nie moja bajka i uznałam, że czas najwyższy się z tym pogodzić :))
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  4. Święta nie powinny byc męką przy kuchni aż się padnie. Najlepiej bybyło wyjechac do jakiegoś ośrodka na urlop połączony z sylwestrem. Sprawdzic jakby to było i porównac co lepsze. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, jakby człowiek spróbował to wtedy mógłby ocenić :)
      Pozdrawiam gorąco! :))

      Usuń
  5. Może umiejętności kucharskie to talent wrodzony-albo się go ma albo nie. Za to do robótek ręcznych masz talent niezaprzeczalny. Zawieszki w oknie, jaki same okienko wspaniałe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że większość talentów jest wrodzona. Oczywiście można się wyuczyć pewnych umiejętności, ale to zawsze pozostanie tylko wyuczoną umiejętnością. :) Kuchnia na wiosnę idzie do malowania, więc mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze ładniej :))

      Usuń
  6. Uśmiałam się serdecznie, przy okazji odświeżając sobie wspomnienia o moich pierwszych wyczynach hihi, były podobne;) Najbardziej denerwowało mnie jak mama, bo ona była moją skarbnicą wiedzy, mówiła osól, popieprz... no, ale ile? ... do smaku!, ...no tak, ale ile - łyżeczka, łyżka, szklanka hehe, mama ciągle - szczypta, do smaku...wrrrr. Teraz to samo mówię córci;) Na szczęście po wielu wpadkach stałam się mistrzynią w niektórych potrawach, a moja zupa pomidorowa to hit!
    Zosiu, nie musisz mieć wszystkich talentów, ważne że Twoje prace są prześliczne!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj widzę, że mamy podobne wspomnienia ;))) Ja też nauczyłam się w końcu gotować, ale za przebywaniem w kuchni nie przepadam :)
      Wszystkich talentów to ja nawet nie chciałabym mieć, doba za krótka jest :)))
      Pozdrawiam :))

      Usuń
  7. Woreczkiem jestem oczarowana!
    Cóż, nie trzeba być wcale mistrzem w każdej dziedzinie, choć w dzisiejszych czasach presja na przedstawicielki płci pięknej, by były superkobietami jest niestety ogromna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Presja jest i chcąc nie chcąc, czasem jej ulegamy... Ja ostatnio jakbym się pomału budziła ;)) Nic nie muszę ;))
      Naprawdę podoba Ci się woreczek? :)

      Usuń
  8. Zachwycam sie Twoją czarwono-biała kuchnią Zosieńko i wszystkimi wykonanymi przez Ciebie ozdobami!Moja nadal w lesie! Coraz więcej czasu tam spędzam przy czynnościach nie kojarzacych sie ze świętami. Jakoś w ogóle przez ten remont oddaliły mi sie święta.A to juz tuz, tuż przecież. Ach, jakoś to będzie!:-))
    Całuję Cię serdecznie i zaraz lecę do dalszego ciągu robót!:-))***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ściany żółciutkie nie za bardzo pasują, ale w tym roku z malowaniem się nie wyrobiłam... ani finansowo, ani fizycznie :) Jak dobrze pójdzie to na wiosnę przemalujemy.
      Trzymam za Was kciuki, na pewno się uda do świąt wyrobić!
      Ściskam mocno i buziaki zasyłam! :))***

      Usuń
  9. Zoesienko, piekne swiateczne okienko!
    U mnie z tymi zdolnosciami kulinarnymi podobnie..:0 No nic, nobody is perfect!;)
    A ja mam takie zawieszki! Slicznee. Niebieskie:) Z serca dziekuje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy się kulinaria to nie nasza bajka ;)))
      Ciesze się Kasieńko, że Ci się podobają! :))

      Usuń
  10. Ozdobione świątecznie okno wygląda przepięknie !!! A takie śliczne woreczki na nakrętki plastikowe ??? - szkoda go ! Wiesz, ja też nie mogę się przekonać do gotowania. Tylko , że u mnie to nie jest tak , że nic mi nie wychodzi, tylko że to mnie po prostu nie pociąga. Robiłabym wszystko, byle tylko być jak najdalej od kuchni. Pozdrawiam i buziaki zostawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie z czasem też zaczęło wychodzić, znaczy się to gotowanie, ale podobnie jak Ty nijakiej przyjemności w pichceniu znaleźć nie mogę... Mogę zjeść byle co, abym tylko sama nie musiała tego gotować!
      Pozdrawiam gorąco i buźkę wysyłam! :)***

      Usuń
  11. Po pierwszym małżeńskim obiedzie świeżo upieczona żonka pyta męża: "kochanie co ci najbardziej smakowało z mojego pierwszego obiadu"
    "- hmmmm... sól"
    odpowiedział mąż...

    może to o Was było :)

    Ja niestety lubię gotować i podobno nieźle mi to wychodzi.

    Pomysłowy woreczek, też sobie taki uszyję... kiedyś... bo mi się pudełko zakrętkowe już przepełniło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz, jak to się szybko rozeszło...! ;))) Woreczki na zakrętki fajne są, nie dość, że zdobią, to jeszcze pożyteczne są ;)))

      Usuń
  12. Kochana, moje pierwsze gotowania też były wpadkami totalnymi, co nie znaczy, że teraz wszystko mi wychodzi na cacy... Osobiście wolę upiec, niż ugotować. Ja nie jestem wymagająca co do objadów, ale te wszystkie moje książątka w domu potrafią mi zajść za skórę... Oj, potrafią! Z racji, że pracuję i na wykwintne gotowania nie mam zbytnio czasu, a zupek połowa moich domowników nie tknie - przerzuciłam się na półprodukty. Swiętem jest u nas także, kiedy to kupię u Greka gyrosa - wszyscy zachwyceni i zachwalają matkę pod niebiosa (no i Ja mam spokój i sumienie czyste, że żołądki rodziny pełne...) Na Wigilię i u mnie będą kupione potrawy - pierogi z truskawkami i jagodami czy śledzie po kołobrzesku są już w lodówce... Resztę zrobię, ale nie będę przesadzać. Nie będę też tyle piec, bo i po co? W obydwa dni świąt nas nie będzie w domu, bo już pozapraszani jesteśmy. A na sobotę i niedzielę wyciągnę raclette grill i to będzie najfajniejsza sprawa, bo przynajmniej nie będziemy zmuszeni dożerać potraw z Wigilii i świąt, każdy sobie upitraci na grillu coś świeżego.
    Okno w czerwieni piękne!!!
    Szczególnie ładnie wyglądają te białe firaneczki. Do zawieszek gęba mi się śmieje.......
    Dziewczyny - Wy je możecie popodziwiać - A JA PODOBNE MAM!
    Dziękuję jeszcze raz! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już po zakupach. Wszystko w lodówce, jutro zrobię rybę po grecku i pozostanie mi siedzieć i... pachnieć! ;))
      Okno też mi się podoba, muszę tylko w przyszłym roku zmienić kolor ścian :)
      Faktycznie Twoje jeno podobne, ponieważ zostały spersonalizowane ( patrz jakiego ładnego, długiego i mądrego słowa użyłam;))
      Ściskam Cię świątecznie! :))

      Usuń
  13. Ze mnie też raczej mizerna kucharka i jak to moja rodzinka jednogłośnie uznała mało kreatywna w tej dziedzinie. I wcale się im nie dziwię wszak niektóre potrawy choć smaczne to zbyt często się powtarzają. Jednym słowem gotuję bo muszę. A moje pierwsze przygody z kuchnią (tuż po ślubie) to jedno wielkie pasmo klęsk. Pierogów (były trzy podejścia) do dziś nie gotuję tak się zraziłam.
    Okno pięknie przystroiłaś. Bardzo ładne zawieszki i śliczne zazdrostki.
    Ściskam Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kreatywna w tej dziedzinie też nie jestem. Mam tendencję do upraszczania wszystkiego... ;) Pierogów też nie robię ;)) U mnie dobra potrawa to taka, przy której spędza się mniej czasu przy przyrządzaniu niż przy jej zjedzeniu :)
      Ściskam i buziaki zasyłam! :))

      Usuń
  14. No i dobrze. Czasem szkoda się rozdrabniać na łapanie wszystkich umiejętności. Gotujesz strawnie i to wystarczy. Za to "robótkujesz' genialnie:)
    Ja gotować nie lubię i u mnie też będzie świąteczne minimum. Tylko w Sylwestra zrobię rolady.

    Wesołych, spokojnych , udanych Świąt:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nacisk jest taki, że każda kobieta powinna być alfa i omegą w domu oraz przy okazji ot tak od niechcenia zrobić błyskotliwą karierę i zarabiać dużo, co by wspomóc męża w utrzymywaniu domu... Doszłam do wniosku, że jest to awykonalne i skupiam się na tym co lubię ;))
      Dzięki za życzenia świąteczne :))
      Zdrowych, spokojnych i wesołych Świąt!!! :))

      Usuń
  15. Najlepsze życzenia świąteczne, zdrowia i spokoju, obecności bliskich. Wesołych świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i życzę spokojnych i wesołych Świat!!!

      Usuń
  16. Spotkajmy się przy stole, Podzielmy się sercami, Z tymi, którzy są teraz I co byli z nami. Bo Bóg rozdaje miłość, Wszystkim, bez wyjątku, Zesłaną na ziemię w małym Dzieciątku.
    Spokojnych świat życzy Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak piękne życzenia!
      Wesołych Świąt!

      Usuń
  17. Kuchnia to również nie jest moje środowisko naturalne :))) Po przeczytaniu Twojego posta jest mi lżej, bo myślałam, że tylko ze mnie antytalencie kulinarne :)))

    OdpowiedzUsuń
  18. Ale rączki zdolne masz do czego innego:) Woreczek śliczny.Życzę wspaniałego drugiego dnia Świąt! U mnie właśnie pada śnieg, ale dlaczego się nie cieszę? Bo trzeba będzie odśnieżać:( Pozdrawiam cieplutko. Ania

    OdpowiedzUsuń
  19. Piękne dekoracje.Tak na marginesie,dopiero w tym roku zrobiłam serwetkę,której wzór dostałam od Ciebie w tamtym roku:-)ale jest i cieszy oko moje.
    Mój mąż podobnie jak Twój zje wszystko,byle mi przykrości nie robić,ale mam też kilka potraw,które mi wychodzą:-)

    OdpowiedzUsuń