czwartek, 6 listopada 2014

Przegwizdane czyli odwieczne niewolnictwo ;)

Wirus mnie jakowyś dopadł. Wczoraj wieczorem miałam wątpliwości jak się nazywam. Problem rozwiązałam dzięki troskliwości naszego państwa... otóż porównałam zdjęcie z dowodu osobistego z odbiciem w lustrze i po dylemacie. Kładłam się z nadzieją, że wstanę świeżutka i wypoczęta. Jednak poranek przywitałam dreszczami. Łypnęłam w stronę okna i ujrzałam sine niebo. Zaprawdę fenomenalny początek dnia. Wstałam bo musiałam... iść do łazienki. Jak to jest, tyle się mówi o wolności a tu człowiek (wszystkim przypominam, że wbrew temu co się niektórym osobnikom płci przeciwnej wydaje, kobieta też człowiek) jest niewolnikiem własnej fizjologii.  No więc jako kobieta wyzwolona udałam się truchcikiem do łazienki, przeklinając w duchu swój wieczorny pomysł, polegający na wyżłopaniu bliżej nieokreślonej ilości ciepłego mleka. Wychłeptanie owego napoju, miało obrócić w niwecz zamiary bandy wirusów, szalejącej w mym organizmie a przy okazji pomóc usnąć umęczonemu chorobą ciału.. Wirusom jakoś nie przeszkodziło w dobrej zabawie, za to mnie z rana zmusiło do bicia rekordu na trasie sypialnia  - łazienka. Po doznaniu niebotycznej ulgi w pokoju kąpielowym zwanym potocznie łazienką,zapragnęłam udać się z powrotem w kierunku pieleszy kuszących ciepłem, mój wstrząsany kolejnymi falami dreszczy organizm. Chciałaby dusza do raju, ale grzechy nie puszczają... Wprawdzie doczłapałam do łóżka, zawinęłam się szczelnie w dwie kordły i gruby koc, z nadzieją, że zaspokoiłam już fizjologiczne zachcianki i będę mogła się spokojnie wygrzewać, ale moja wyzwolona osobowość znów została spętana fizjologiczną fanaberią. Otóż żołądek zaczął się dopominać o poranną porcję paliwa. Z jednej strony to dobrze - pomyślałam sobie - apetyt jest, znaczy się wirusy w odwrocie, ale wstawać mi się nadal nie chciało. Usilnie próbowałam zasnąć, ale kiedy burczenie w żołądku wzbudziło zainteresowanie Psicy, która podeszła bliżej mego brzucha i zaczęła mu się przyglądać z przekrzywioną głową, złamałam się i wstałam. Ubrałam podkoszulkę, koszulkę, golfik, sweter tudzież resztę warstw dolnej garderoby i udałam się do kuchni w celu przyrządzenia posiłku dla mej zwycięsko wyjącej z radości fizjologii. Spożywałam śniadanie, zastanawiając się jednocześnie nad  okowami odwiecznej niewoli, której nie chcemy zauważać. Czyżbyśmy tylko udawali wolność? Mamy przegwizdane...

Oto link do piosenki pod wiele mówiącym tytułem acz nie mającym wiele wspólnego z tematem dzisiejszego posta ;)

Przegwizdane

Poniżej zdjęcia ilustrujące co uczynione zostało z liśćmi, które powstały zdecydowanie w nadmiernej ilości ;))
 

Liście dębowe wylądowały na piecyku grzejniku.
Duże stado, małych liści klonowych zostało połączonych w girlandę...
... łańcuszkiem szydełkowym.
Kasztanowe wraz z trzema niezidentyfikowanymi zawisły nad girlandą.

Parę małych listeczków wylądowało na wianuszku :)


32 komentarze:

  1. Słucham tej piosenki po raz trzeci i ...coraz bardziej mi sie podoba!:-)) Ma ona ten fajny nastrój niefrasobliwości i stoicyzmu a jednoczesnie autoironii. No i sama Renata, której głos lubię po prsotu dodaje smaczku i kolorytu piosence tej w ucho łatwo wpadajacej! Jakbys chora nie była, to bysmy obie mogły drzeć gardziołka!(Ale gwizdałabys w pojedynke, bo ja nie umiem, sierota jedna...) Przegwizdane!:-)) A z fizjologią to mam i przegwizdane i przes...(ups!). Szczególnie w lesie - na szczęscie nie monitorowanym! A w nocy jak sie jabłek najem - a lubię je gryźć przed snem w przerwach miedzy słonecznikiem! - to już tragedyja!
    Zosienko - coraz mi blizej do Ciebie duchowo, mentalnie i wszelako, z czego bardzo sie cieszę!!!
    Całusy slę i magię wiedźmową, ozdrowieńczą i usmiechem szczerym nałądowaną!:-))***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwizdać tez nie umiem... ;) jak się tak zastanowię, to strasznie wielu rzeczy nie umiem. Braki w edukacji życiowej posiadam jak widać ogromne. Pluć daleko tez nie umiem i kaczek na wodzie puszczać też się nie nauczyłam. Za to zjeżdżanie na tyłku po stromym brzegu mam opanowane do perfekcji i wykonuję je po mistrzowsku zawsze kiedy nie trzeba ;) No i spadam z drzewa jak ulęgałka, co mnie jednak nie zraża i po jakimś czasie próbuję znowu, mimo że lęk wysokości posiadam koncertowy. Jednym słowem przegwizdane ;))
      Oleńko, magia działa! Choróbsko odczynione, najwyraźniej idzie za góry, lasy... :)) Wieczorem poczułam się dużo lepiej :)
      Ściskam Cię mocno jakbyś była koło mnie :)))***

      Usuń
  2. Jak czytam Twoje wpisy to tak jak bym czytała o sobie. I śmieję się w głos, aż rodzina patrzy na mnie dziwnie, z lekkim przestrachem, że zwariowałam. Ale to nic, niech patrzą, ja nadal będę czytać.
    Pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko nawet nie wyobrażasz sobie, jak się cieszę, że przyczyniam się do Twej radości. Śmiejmy się na głos i do rozpuku... ponoć to nawet zaraźliwe jest, na szczęście! ;-D
      Ściskam! :)

      Usuń
  3. Przynajmniej cały czas masz w domu złotą polską jesień.:) Śliczne te liście. A mleko powinno być z masłem i miodem - by pomogło! Łączę się z tobą w chorobie, z której na szczęście wychodzę. Dzięki w/w mleku.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co mnie pogoda bruździć będzie, ma być złota polska jesień i koniec ;))
      Mleczko było z masłem i miodem, jeno zaabsorbowana walką z wirusami, nieopatrznie pominęłam te ważne składniki ;) Mnie też już lepiej... Trzymam kciuki za nas :))

      Usuń
  4. Hmmmm...
    Zauważyłam, że z wiekiem jakoś bardziej podatna się robię na wszystko...
    Tak kochana, My kobiety w "pewnym wieku" musimy już bardziej na swoje zdrówko uważać... Kiedyś ktoś bardzo mądry powiedział - sta­rość to ob­rzyd­li­wy de­ser po­dany po dos­ko­nałym posiłku. Teraz wiem, że skurczybyk miał rację! Właśnie czuję, że tego deseru zbytnio nie trawię...
    Nie jest to pocieszające co napisałam,ale taka prawda. Na choróbsko polecam Ci gorący rosołek, może być nawet i taki z torebki. To rozgrzewa, wzmacnia i naprawdę pomaga. No i ciepłe bambosze - widzisz, Ja już noszę takie babcine... ;)
    Girlandkę świetną wyprodukowałaś! Rzadko kiedy komentuję coś szydełkowego, ale tym razem muszę pochwalić (nie to, żeby inne rzeczy nie były fajne). Listki są super! Girlandka pasowałaby jeszcze na oknie, nawet tylko powieszona na patyczku od zazdrosek....
    Cmokasy ślę! Odsyłać mi nie musisz, bo mnie jeszcze zarazisz... hihi! (żart!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rosołek skonsumowany i to nie raz a bambosze w planach zakupowych ;) Kurczę, to może dlatego im człowiek starszy tym mniej chętnie sięga po deser... ;)) Mówi się trudno i żyje się dalej :))
      Cmokam ile wlezie, bo choróbsko przegnane za lasy, za morza... ;)))

      Usuń
  5. Zosienko, jak tu sie nie usmiechnac, skoro Ty nawet o chorobie, z humorem;)
    Dorota ma racje, nie ma jak rosolek:) I to jest udowodnione naukowo:)
    Girlandy piekne som:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rosołek zaaplikowany, zdziałał cuda :)))

      Usuń
  6. Zosieńko! nie daj się Kochana tym wirusom, bo kto tu będzie nam radość o poranku niósł, jak nie ty!!!!!!!!!!! Zdrowiej szybko> A listeczki pięknie wyeksponowałaś. Oglądam i podziwiam Twoją inwencję :)))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Z tą wolnością to masz rację Zosiczku.Umysł zniewolony przez ciało.Moja babcia w sytuacjach kryzysowych że się tak wyrażę kwitowała sprawę krótko acz dosadnie hasłem-za przeproszeniem- "d..a rządzi człekiem". Szybkiego powrotu do zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcia miała rację w stu procentach! Możemy ględzić o wolności, ale ulegniemy zawsze... wiadomo czemu ;)))

      Usuń
  8. Teraz widzę, prawdziwa jesień u Ciebie i to z przeziębieniem. U nas podobnie,tylko bez liści:) Córka oddała mi swoją chorobę. Ona już ma ochotę na zabawę, ja wręcz przeciwnie. A nasz organizm wie, czego chce i chyba nie ma innego wyjścia jak go słuchać.
    Filmik z jeżem w roli głównej, brzmi ciekawie:)
    życzę zdrowia
    lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję,dzisiaj dołączył do nas syn:-)

      Usuń
    2. Tego nie było w planie... dość już się nachorowaliście, proszę mi zdrowieć! ;)

      Usuń
  9. Masz piękną złotą jesień w domu!
    Zdróweczka życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze chwila, jeszcze momencik i... zima będzie :))

      Usuń
  10. Ależ masz piękną jesień...wracaj do zdrowia jak najszybciej.Pytałaś mnie co to za krzew umieściłam u siebie na zdjęciach, niestety nie wiem jak mi się uda zasięgnąć języka to podam Ci nazwę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do zdrowia wróciłam, acz na jak długo to nie wiadomo :))

      Usuń
  11. Przego Zosieńko wirusy prędziutko! Do mnie też się jakieś dobijały, ale potraktowałam jak wampira czosnkiem I chyba jestem na dobrej drodze;)

    Świetne są te szydełkowe listki! Idealne na girlandę!

    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, czosnek dobry jest i rosołek i mleko z masłem i miodem też :)))

      Usuń
  12. Ależ u Ciebie prawdziwie jesienne klimaty. Świetnie wykorzystałaś szydełkowe listki.
    Girlanda bardzo mi się podoba, zwłaszcza, że można ją powiesić na różne sposoby i w różnych miejscach. Fajnie wyglądałaby w oknie.
    A choróbsku się nie daj i szybko wracaj do zdrowia.
    Ściskam
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Listki utworzyły girlandę dzięki Twojemu pomysłowi :) Jak widać pomysł trafiony w dziesiątkę!
      Ściskam!

      Usuń
  13. Mnie również dopadły te wirusiska! I mleko też nie pomogło... a tak na nie liczyłam.
    Liście śliczne! I jak fajnie wykorzystane :) Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie pomogło, ale z lekko opóźnionym zapłonem :) Do tego rosołek i włala jestem zdrowa :))
      Zdrówka!

      Usuń
  14. Z daleka kolorowe liście wyglądają jak prawdziwe - z drzewa. Pomysłów na dekoracje jest mnóstwo - girlandy z liści piękne !!! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tych jesiennych liściach jest... jesień ma swoje uroki :))
      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
  15. Dobry pomysł tynfa wart- piękna girlanda i serwetka pod jesiennymi różami!

    OdpowiedzUsuń
  16. Pod jesiennymi różami leżą 4 liście ponoć dębowe, najpierw je zrobiłam a potem zastanawiałam się co z nimi zrobić... :)) Jak widać żadnego pragmatyzmu we mnie nie ma, zanim głowa się zastanowi to ręce już zrobią ;))

    OdpowiedzUsuń